Jak dbać o swój cyfrowy dobrostan

Czy za każdym razem, kiedy robisz coś ze swoim smartfonem, możesz przypomnieć sobie, w jakim celu sięgałeś po niego pierwotnie? Spośród tych kilkudziesięciu (wg. brytyjskich badań średnio co 12 minut) razy dziennie, kiedy odblokowujesz jego ekran, spora część prawdopodobnie była bezcelowa. Zostały wywołane przyzwyczajeniem lub impulsami takimi jak powiadomienia, za pomocą których firmy walczą o odrobinę Twojej uwagi, dane o Tobie, a na koniec również pieniądze.

Nasze mózgi muszą wysilać się coraz bardziej by utrzymać odpowiedni poziom koncentracji na co dzień. Żonglując coraz większą ilością informacji (i pokus) docierających do nich z wielu źródeł, nie tylko ekranów urządzeń stajemy się mniej uważni na świat dookoła i nabieramy nowe, nie zawsze zdrowe nawyki (które świetnie opisał na swoim przykładzie Kevin Rose w New York Times). To jednak niejedyne konsekwencje coraz intensywniejszego romansu z naszymi urządzeniami. Mniej skupieni, a bardziej pobudzeni, podejmujemy gorsze decyzje np. mniej przemyślane, częściej instynktowne, nawet, wtedy kiedy nie potrzebujemy zdawać się na instynkt (nic nam nie zagraża, mamy czas na zastanowienie się). Tak, w dużym skrócie, działa ekonomia uwagi (na czele z jej najefektywniejszymi graczami jak Facebook, YouTube, producenci gier mobilnych, ale również coraz częściej serwisy informacyjne). Po drodze podkopuje to nasze dobre samopoczucie, osłabiają odporność na reklamy i manipulacje…

Nawet czytając kolejne wynik badań np. o wpływie czasu spędzanego przed ekranem smartfona na zdrowie psychicznie lub o tym, jak nastolatki same określają Instagram jako najbardziej depresyjny z serwisów społecznościowych, nie mam zamiaru porzucać wielu z tych rozwiązań. Podobnie nie zrobi tego większość wspomnianych nastolatków. Aplikacje, które uwielbiamy i nienawidzimy równocześnie realizują wiele potrzeb społecznych, zawodowych, edukacyjnych. Czy mogą to robić w sposób bardziej ludzki? Czy da się dbać o dobre, cyfrowe samopoczucie, bez porzucania wszystkich technologii i uciekania w Bieszczady?

Urządzenia w stanie permanentnej gotowości i śledzenia

Standardowe ustawienia mediów społecznościowych, smartfonów i nowych aplikacji, które na nich instalujemy, nastawione są na maksymalizację czasu, który z nimi spędzimy. Dlatego zwykle na początku dostajemy powiadomienia o wszystkim, a filmy, animacje, kolejne odcinki seriali odtwarzają się automatycznie. To podstawowe ustawienia, które możemy zmienić samodzielnie.  Choć idealnie byłoby, gdyby ich twórcy ustawiali je „by design”, czyli od razu w sposób minimalny, pozwalając odbiorcom na włączenie tego, co chcą lub potrzebują. Taka zmiana nie tylko oddałaby więcej kontroli w ręce ludzi, ale pozwoliła uniknąć sytuacji, w której przyzwyczajamy się do bodźców, które wszystkie powiadomienia i automaty wywołują. O czym świetnie widzą ich twórcy, którzy wzorują się na schematach wykorzystywanych od lat w kasynach. Nawet drobne bodźce potrafią uzależniać dawkowane odpowiednio. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej.

Im więcej cyfrowych treści „konsumujemy”i i częściej korzystamy z urządzeń stale podłączonych do sieci, tym lepiej ich dostawcy znają nasze zainteresowania, praktyki i… słabe punkty. Tzw. profilowanie nie służy już wyłącznie reklamodawcom, ale również algorytmizacji tego, jakie treści zobaczymy dalej w tzw. feedach czy w kategorii polecanych. Ich dobór dla nas niekoniecznie bywa przyjemny, czego świetnym przykładem bywa YouTube. Jego algorytm szybko podrzuca coraz bardziej kontrowersyjne materiały wideo lub bardziej skrajne w poglądach politycznych. Algorytm licząc na to, że pobudzeni emocjonalnie będziemy bardziej skłonni obejrzeć kolejne, jeszcze bardziej pobudzające, chętnie nam to ułatwi.

Podobnie działają nowoczesne reklamy, które nie tylko śledzą nasze kroki w sieci, ale starają się również wykorzystać wiedzę o stanie emocjonalnym. Analiza tego, jak działa profilowanie w sieci, którą przeprowadziła ostatnio Fundacja Panoptykon, pokazuje ją niewielką mamy kontrolę tylko nad częścią informacji o sobie jaką otrzymują reklamodawcy (informacje to coraz częściej wynik analizy danych i algorytmów, które wnioskują o nas więcej niż sami udostępniamy). Dzięki badaniom wykorzystującym ogromne zbiory danych i badaniom neurologicznym wiemy zaś, że kiedy reklama już dotrze do nas, to potrafi również wpływać na nasz mózg i na decyzje, o czym możecie posłuchać w rozmowie Katarzyny Szymielewicz z dr Pawłem Boguszewskim. Opiera się to nie tylko na wywoływaniu na silnych emocji, ale również na coraz lepszej wiedzy, o tym kiedy ludzie podejmują decyzje instynktowne, wynikające z nawyków i automatów w myśleniu. O ile takie automaty przydają się w sytuacjach wykonywania kilku zadań równocześnie np. prowadzenia auta, to podczas decyzji o zakupie, mogą okazać się dla nas nieracjonalne i niekorzystne. Dostrzeganie takich automatyzmów i pułapek myślenia to pierwszy krok do odzyskania równowagi w relacji z reklamami i technologiami czyhającymi na naszą uwagę.

Smartphone Google Pixel 2 obok starego modelu Nokii z klawiaturą numeryczną.

Cyfrowy detoks

Podobnie jak w przypadku prywatności czy bezpieczeństwa w sieci, ich stan nie zależy wyłącznie od nas, ale również od naszego otoczenia. Jeśli odłączymy się od jakiejś technologii, ale nadal będziemy potrzebować powiązanych z nią usług lub informacji, to prawdopodobnie za chwilę do niej wrócimy. Przykładem może być Facebook, którego ochotę ma rzucić coraz więcej osób, ale równocześnie stał się monopolistą na rynku informacji lokalnych, a nawet organizacji akcji społecznych. Dla wielu osób (na pewno dla mnie) nie jest rozwiązaniem odcięcie się od smartfona i serwisów społecznościowych, ale przejęcie kontroli nad tym, jak działają i odzyskanie poczucia tego, że służą one moim celom, a nie odwrotnie. Firmy technologiczne już to odczuły i wypuszczają co rusz nowe kampanie, a nawet usługi, które mają sprawić, że znów poczujemy się lepiej, korzystając z ich urządzeń i aplikacji. Zanim jednak te same firmy, które pomogły wpakować nas w ten stan (i nowe, które będą chciały na tym zarobić) stworzą (i zdominują) cały rynek aplikacji, smart urządzeń, ofert wakacyjnych i innych produktów) sprawdźmy, czy możemy odzyskać trochę kontroli samodzielnie i z pomocą innych ludzi dookoła nas.

Zależnie od tego, z czym mamy największy problem i co leży u jego źródła, to odzyskiwanie kontroli i uwagi może przebiegać bardzo różnie. Niektórym osobom wystarczy sprawdzenie ile czasu spędzają ze smartfonem, wyłączeniem powiadomień i zablokowanie kilku aplikacji. Jeśli jednak robiąc to, nadal będziesz odczuwać zdenerwowanie czy silne pragnienie odblokowania telefonu, to być może czas by spróbować cyfrowego detoksu. Choć nazwa wskazuje na zmagania się z uzależnieniem lub co najmniej zatruciem, to częściej jest to praca z przyzwyczajeniami i pułapkami myślenia, w które wpadamy pod wpływem dużej ilości bodźców i informacji.

Cyfrowy detoks stał się modny i bardziej znany w 2018 roku, ale nie jest wcale tak nowa idea. Zanim zaczęli nawoływać do niego nawróceni pracownicy wielki korporacji, którzy wcześniej pomagali tworzyć te natarczywe technologie, proponowali go dziennikarze i aktywiści na rzecz ochrony prywatności w sieci. Manoush Zomorodi, autorka podcastu o wpływie technologii na codzienne życie Notes To Self, proponowała już kilka lat temu swoich słuchaczom i słuchaczkom proste ćwiczenia (które przekonały mnie, by przyjrzeć się temu osobiście) na diagnozowanie własnych nawyków, instynktownych i czasem nadmiarowyc zachowań związanych z korzystaniem ze smartfonów, aplikacji mobilnych i serwisów społecznościowych. Dla wielu z jej słuchaczy, te narzędzia, które obiecywały ułatwić życie, stały się pułapkami na czas, pieniądze, a co najgorsze, uwagę. Bark tej ostatniej przeszkadza nie tylko w pracy, ale również coraz częściej w relacjach międzyludzkich. Jak pokazują badania, smartfony pomagają w randkowaniu, ale równocześnie sprawiają, że stajemy się mniej uważni na bliskie nam osoby, podczas randek, rozmów, a nawet w łóżku.

To co jest powodem, dla którego chcemy zmienić swoje nawyki np. trudność w skupieniu się, może w wyniku podjęcia się detoksu i odcięcia się od tego w co łatwo uciec (np. oglądanie kolejnego odcinka serialu), być jeszcze bardziej odczuwalne. Dlatego by odzyskać kontrolę i uwagę potrzebujemy nie tylko stać się bardziej świadomymi konsumentami, ale czasem również przyjrzeć się lepiej sobie i naszym relacjom z innymi osobami. Jeśli przykładowo czujesz, że komunikacja zawodowa atakuje Twój czas prywatny, to z jednej strony może to wymagać rozmowy ze współpracownikami, o tym, gdzie i kiedy mogą pisać do siebie wiadomości. Z drugiej zaś sprawdzenia czy coś osobistego w Tobie nie powoduje, że odczuwasz przymus bycia dostępny i responsywny dla innych osób. Jeśli chcesz poświęcić więcej uwagi najbliższym, ale coś sprawia, że szybko się nudzisz i potrzebujesz sprawdzić co się dzieje na fejsie, to wyłączenie telefonu może nie być wystarczające.

Jeśli wystarczą Ci porady techniczne, co zmienić w ustawieniach swojego smartfona, zajrzyj do tego poradnika lub wypróbuj jedną z wielu aplikacji, które pomagają w zarządzaniu czasem i sposobem korzystania z technologii. Jeśli chcesz spróbować detoksu to śmiało mogę polecić program Bored and Brilliant, wspomnianego wcześniej podcastu Notes to Self. Ten tekst to „materiał uzupełniający” miniserii podcastowej, w której miałem przyjemność wziąć udział na zaproszenie Piotra Peszko, który prowadzi podcast 2EDU.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close Menu